Rozwód Inaczej
  • Strona Główna
  • O mnie
  • O mediacji
  • Oferta
  • Blog
  • Kontakt
  • (+48) 606 902 964
  • mediacjewitkowska@gmail.com
rozwód
15 grudnia 2019

Rozwód! Jak to się stało? Moja historia.

mediacje, rozwód

Rozwód jest bardzo trudym momentem w życiu każdego. Kiedy stajemy w obliczu decyzji o rozwodzie, każdego dotykają podobne pytania i dylematy. I niestety muszę wszystkich zmartwić. Nie ma jednej odpowiedzi, nie ma wytłumaczenia, które będzie pasowało do wszystkich. Każdy związek miał swoją historie i przeszedł własną drogę ku zagładzie.

 

Jedynym co jest wspólne we wszystkich sytuacjach to brak komunikacji. Nie potrafimy rozmawiać o rzeczach ważnych, nie umiemy komunikować naszych potrzeb i oczekiwań. Nie umiemy też argumentować próśb o zmiany zachowań partnera, które wzbudzają w nas negatywne emocje.

Ciężko jest nam jako osobom dorosłym, ukształtowanym już w jakiś sposób przez rodzinę czy środowisko. Zmienić nasze zachowania. Jednak, jeżeli chcemy stworzyć jakiekolwiek relacje, czy to z partnerem, pracownikiem, dzieckiem, musimy nauczyć się komunikować. KOMUNIKOWAĆ. Nie wymagać, nie oceniać, nie oczekiwać.  Jeżeli od razu nie potrafimy przestawić się na odpowiedni styl komunikacji, postarajmy się stanąć w pozycji odbiorcy naszego komunikatu.

 

Rozwód i co dalej?

Mleko zostało rozlane! W związku nie układa się jak w amerykańskich komediach romantycznych, a życie pisze własne scenariusze. W codziennym życiu coraz częściej dochodzi do sprzeczek, nieporozumień, a dni jest więcej tych cichych niż wesołych.

 

Ta sytuacja daje nam 2 możliwe rozwiązania:

 

Chcemy być razem.

Jest to wspólna i świadoma decyzja. Tutaj możesz zdecydować się na pomoc specjalisty, możesz skorzystać z terapii małżeńskiej. Bardzo często jednak sama decyzja, zwłaszcza po stronie partnera, jest trudna, bo niby dlaczego mamy opowiadać obcym o naszych kłopotach w domu? Słyszałaś o tym?

Czasem po takiej terapii wstrząsowej, udaje się obudzić związek z letargu i zagubienia wspólnych wartości i celów, do których kiedyś razem dążyliśmy, które kiedyś nas połączyły.

Musi to być jednak wspólna decyzja, bo niestety nie da się walczyć o związek w pojedynkę.

 

Rozwodzimy się.

Rozwód również możesz poprowadzić na dwa sposoby.

Obydwoje jesteście pogodzeni z decyzją i bez orzekania o winie godzicie się na rozwód.

Jedna ze stron czuje się pokrzywdzona, nie chce zgodzić się na rozwód, bądź żąda orzeczenia o wyłącznej winie drugiej strony.

 

Rozwód – emocje i konsekwencje.

Podzielę się z Wami tylko i wyłącznie o własnych emocjach i doświadczeniach. O mojej drodze do rozwodu. Prawdopodobnie wiele z moich odczuć jest bardzo podobne do uczuć towarzyszących większości rozpadających się związków, jednak piszę o sobie. Twoja sytuacja na pewno jest inna. Dlaczego się tym dzielę? Żeby pokazać Ci, że nie ma sytuacji bez wyjścia i czasem należy wziąć sprawy w swoje ręce.

Poznaliśmy się jako nastolatki i on był moją pierwszą prawdziwą miłością, pierwszym mężczyzną. Ja 17 on 19 lat. Pierwszy i ostatni poważny związek przed podjęciem decyzji o małżeństwie.

 

Ślub, dziecko, praca, a po jakimś czasie – proza życia.

Niestety zaczęło się psuć, a odkąd pojawiło się dziecko okazało się, że skończyła się sielanka. Żyjemy niestety w takiej kulturze i w takim przekonaniu, że Pan mąż i ojciec może, ale nie musi dbać o ognisko domowe. Więc niestety w naszej historii, małżonek miał inne priorytety. Wspólne wyjazdy z dzieckiem nie były już tak atrakcyjne, bo niby wyjazd a jednak są obowiązki. Moje prośby o wspólne spędzanie czasu, wspólne wyjście, owszem były możliwe ale tylko i wyłącznie wtedy, kiedy ja zorganizowałam całą otoczkę czyli opiekę nad dzieckiem, kotem i całą logistykę.

Jako kobieta i matka, czułam się wiecznie rozerwania pomiędzy tym że chce żyć pełnią życia być adorowana przez małżonka, spędzać beztrosko czas, wyjeżdżać razem, a tym że jestem matką i nie chce zostawiać dziecka z babcią, jestem zmęczona tym że wszystkie domowe obowiązki są na mojej głowie. I to właśnie na tym polu powstał największy problem. Nie umieliśmy rozmawiać o swoich potrzebach, o oczekiwaniach, o uczuciach. Pomimo że mówiłam, co mi się nie podoba, że jestem zmęczona, że znów wszystko muszę sama, wyglądało to jak wyrzucanie z armaty wszystkich wyrzutów które zalegały mi na wątrobie.

Z czasem takiego funkcjonowania każde z nas znalazło sobie odskocznie.

Co było późnej?

Na zewnątrz cudowna rodzina, wewnątrz dwa elektrony działające zupełnie niezależnie, które przy starciu powodowały wybuch atomowy.

Po pierwszej jego zdradzie nastąpiło otrzeźwienie, ja chciałam ratować on przymuszony do skruchy niby też tego chciał. Niestety po kilku miesiącach on miał dość pracy nad związkiem, ja miałam wymówkę, aby poszukać kogoś, bo przecież byłam tak bardzo zraniona.

I tak każde sobie, przetrwaliśmy kolejne 6 lat. Osobne wyjazdy na wakacje, wspólne święta różne pasje i dążenia. Alkohol również nie ułatwiał wspólnego spędzania czasu, chociaż może był jedyną opcją, aby on mógł znieść moją obecność (przynajmniej tak to teraz interpretuje). Spotkania z przyjaciółmi suto zakrapiane alkoholem były tylko powodem do kolejnych awantur.

 

Rozwód. Wreszcie podjął decyzje. 

Nie miałam już nawet siły prosić i stosować innych metod zatrzymania go przy sobie, aczkolwiek była rozpacz i wyrzucanie, że mnie zostawia dla niej. Szukanie winy w nim i w niej, mimo to do końca się wypierał. Nie miał odwagi się przyznać.

Nie wiedziałam nawet jak się zachować, kiedy podczas pożegnania na lotnisku stanęliśmy jak zupełnie obce sobie osoby. Pamiętam to jak dziś wracałam z lotniska i wyłam na głos. Nie umiałam zrozumieć co się stało? Znam tego człowieka 20 lat i nie umiem się z nim pożegnać. Pocałować w policzek? Podać rękę? Pomachać z dystansu?

Wtedy ostatecznie zrozumiałam, że chyba nie ma już co zbierać z naszego małżeństwa.

Przygotowania do rozwodu, pomimo iż to mąż podjął decyzję, również ja musiałam zorganizować.

Znajoma prawnik, napisała pozew, małżonek opłacił i złożył, jednak cały czas uparcie przekonywał, że nie ma nikogo, że moje nieustanne podejrzenia są zupełnie bezpodstawne. Wyznaczony termin rozprawy, czas oczekiwania 8 miesięcy.

Formalności rozwodu.

Do sądu, kulturalnie udaliśmy się z naszymi matkami jednym autem.

Wszystko z odczytaniem wyroku trwało 15-20 minut. Szczerze mówiąc niewiele pamiętam.

Dwa dni po rozwodzie okazało się, że on od lat był w związku z kobietą, którą o to podejrzewałam. Kolejny aspekt do dalszych rozważań, jak to jest, kim trzeba być, żeby w tak bezwzględny sposób, znając sytuacje wchodzić w związek z żonatym mężczyzną. Tak znałam ją. Pracowała w firmie, którą pomagałam budować, która miała być naszym rodzinnym źródłem utrzymania.

Po takich rewelacjach, potwierdzonych przez innych którzy już bez skrępowania opowiedzieli mi jak długo to trwa, targana emocjami złożyłam apelacje. Apelację, w której żądałam orzeczenia o jego winie. Tak naprawdę, gdyby nie to zdarzenie, zostawiłabym wszystko, nie chciałam absolutnie nic od tego człowieka. W domu, w którym mieszkaliśmy zostawiłam wszystko od pościeli, ręczników czy sztućców.

 

Musiałam zacząć wszystko od początku.

W trakcie kiedy apelacja czekała w sądzie, trafiłam na temat mediacji. Był to moment, w trakcie którego przez ponad miesiąc udało nam się dojść do porozumienia. Podpisaliśmy ugodę i bez długich wieloletnich procesów sądowych, zamknęliśmy wszystkie istotne kwestie rozwodowe. Oczywiście te wymagające formalnego uregulowania.  Niestety nie da się opisać uczuć, żalu, rozczarowania, złości. Nasz przykład był o tyle łatwiejszy, że mieliśmy wspólne zdanie dotyczące dziecka. Nikt nikomu w tej kwestii nie chciał niczego udowadniać. Nie było równie problemu z alienacją dziecka od jednego z rodziców, czy też opowiadania niestworzonych historii jaki to zły jest drugi rodzic. Syn mając 11 lat miał już swój rozum, wiedział co jest dobre a co złe, miał swoje zdanie na temat kto kogo i dlaczego zostawił. Natomiast obydwoje kochamy nasze dziecko i może dlatego nie chcieliśmy iść na drogę konfliktu w temacie opieki nad dzieckiem. Wole wierzyć, że obydwoje mieliśmy w tym dobre intencje.

 

Rozwód i co później?

Dla większości rozwodzących się małżeństw jest to ciężki etap w życiu. Zazwyczaj jedna ze stron jest bardziej pokrzywdzona. Druga strona, choćby nawet rozwodziła się dla innego, nowego partnera, musi jednak przejść przez tą procedurę i nie pozostaje to obojętne.

Pozwólmy sobie na rozpacz, żałobę, dajmy sobie czas na ogarnięcie w nowej rzeczywistości. Nie chcę opowiadać jak to mój rozwód stał się motorem do działania, ale rzeczywiście to była najlepsza decyzja dla mnie, mimo że nie była ona moja.

Dla wielu osób, które jeszcze nie przeszły tego procesu, będzie to brzmiało niewiarygodnie, ale obiecuje, że stan beznadziei nie trwa wiecznie.

Nie bójcie się korzystać z porad specjalistów. Psychologów, psychiatrów czy terapeutów, to nie jest żadna ujma na honorze, a tylko droga do zrozumienia, osiągnięcia spokoju i własnego szczęścia.

Ja zawsze byłam z kimś a właściwie najpierw z rodzicami a potem z mężem, byłam przerażona nawet samym mieszkaniem bez innej dorosłej osoby.  Zrozumiałam, że żeby być szczęśliwą muszę być szczęśliwa sama ze sobą i nie mogę uzależniać tego szczęścia od kogoś. Musiałam się nauczyć być sama ze sobą. Robić rzeczy dla siebie, nie dla kogoś.

 

Zostając sama musiałam się nauczyć myśleć o sobie, żyć dla siebie.

Postanowiłam całkowicie zmienić swoje życie. Zająć się sprawami, na które nie miałam czasu, bo ktoś był ważniejszy, bo jego sprawy były ważniejsze. Postanowiłam zająć się mediacjami, bo to dzięki nim nie wyszłam pokiereszowana z całego procesu rozwodowego. Wreszcie miałam czas na szkolenia, na rozwój osobisty, na realizacje własnych pomysłów. Praca dla ludzi i z ludźmi sprawia mi ogromną satysfakcję. To jest droga, której zawsze szukałam. Przez całe moje życie, ludzie zwracali się do mnie z problemami. Wtedy intuicyjnie, a teraz już jako profesjonalista pomagam rozwiązywać konflikty. Pomimo poznawania wielu ludzi i różnych ich historii, wciąż wierze że ludzie z natury są dobrzy. Że pomimo różnych przyczyn ich zachowań, jesteśmy w stanie znaleźć wspólne dobro wspólny cel dzięki któremu jest możliwe osiągnięcie porozumienia. Musimy jednak odłożyć na bok nasze przekonania i spróbować komunikować się bez agresji, koncentrując uwagę na przyszłości a nie ciągle wracać do przeszłości i rozdrapywać stare rany. Wiem, może to naiwne, ale staram się znaleźć wszystko co pozytywne i tego życzę również Tobie.

Chcesz porozmawiać? Masz podobne doświadczenia? Podziel się ze mną swoją historią. 

 

 

Related Posts

Pogotowie Partnerskie

dziecko, mediacje, rozwód, wsparcie

Poznaj Pogotowie Partnerskie – weź udział w konsultacjach.

Dziecko podczas rozwodu

dziecko, rozwód, wsparcie

Dziecko podczas rozwodu. Moja historia.

Formalności związane z mediacjami

formalności, mediacje

Formalności związane z mediacjami – o czym warto wiedzieć decydując się na mediacje

Ostatnie wpisy

  • Poznaj Pogotowie Partnerskie – weź udział w konsultacjach. 22 kwietnia 2020
  • Dziecko podczas rozwodu. Moja historia. 8 marca 2020
  • Formalności związane z mediacjami – o czym warto wiedzieć decydując się na mediacje 25 lutego 2020
  • Życie od nowa. Rozwód to nie koniec świata. 16 lutego 2020
  • Twoje dziecko podczas rozwodu. Zadbaj o jego bezpieczeństwo. 9 lutego 2020

Kategorie

  • biznes
  • dziecko
  • formalności
  • mediacje
  • rozwód
  • wsparcie
Rozwód Inaczej
  • (+48) 606 902 964
  • mediacjewitkowska@gmail.com
© Copyright 2020 Rozwód inaczej
Polityka Prywatności

Projekt strony: onlinesupport.pl

Strona zgodna z wytycznymi RODO. Strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie oraz że akceptujesz naszą Politykę Prywatności. RozumiemPolityka prywatności